Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o sobie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2011

Wszystkiego po trochu :)

Z powodu małych kłopotów w domu nie mogłam się jakoś zabrać za napisanie posta. Odwiedzałam Wasze blogi, gdzieniegdzie zostawiłam nawet ślad po sobie, ale sama nie mogłam się zebrać.

Z rzeczy zaległych chciałam Was zaprosić na zagadkowe Candy u Marzenki



oraz baaaardzo gorąco Was prosić o wsparcie i pomoc dla kociaków...takich prawdziwych, włochatych, biednych i potrzebujących milusińskich. Wszystkie informacje znajdziecie TU. Można kupić fantastyczny kubek w wielu wzorach, świeczniki, kuleczki dla kotków...wszystko tylko po to aby pomóc kotkom bezbronnym i tak bardzo nas kochającym. Wiem, że macie ogromne serducha i na pewno chociaż malutka część z Was zechce pomóc, mocno w to wierzę. Można wkleić też banerek u siebie na blogu ze stronki http://niekochane.org/jakpomoc.html.

Jakiś czas temu zakupiłam sobie śliczne guziczki i dzisiaj sobie o nich przypomniałam :) od razu poprawił mi się humor :)






Śliczne prawda ? Jakby tego było mało moja mama jak zobaczyła mój zachwyt nad koralami wygranymi w Candy u Marzenki powiedziała mi, że ma jakieś kordonki zakupione za absolutne grosze w czasach hmmm jeszcze chyba 80-tych :)) i dzisiaj mi je przyniosła :)




skromne 50 sztuk :)) Szczęściara jestem co ???

A pamiętacie jak mówiłam, że Aniołki od Janeczki oprawię w ramki ? Zrobiłam tak jak mówiłam i wyglądają cudnie :)


Szydełka ciąg dalszy...dzisiaj dwa malutkie kwiatuszki. Nie takie ambitne jak te, które robi Kasia, którą kiedyś próbowałam nieudolnie naśladować jeśli chodzi o kwiatki :) ale takie prościutkie, też śliczne. Linka w odpowiedzi na mój komentarz podrzuciła mi Asia. Asiu bardzo dziękuję :))



A teraz zobowiązanie w związku z wyróżnieniem, które dostałam UWAGA...jeszcze od PIWI, karli i Viol :)
W sumie poczwórne wyróżnienie WOW, a jakiś czas temu nie liczyłam nawet na to, że ktokolwiek będzie do mnie zaglądał, a już że mogę dostać jakieś wyróżnienie to nawet o tym nie myślałam.

Tak więc nominacje rozdane (bardzo mnie cieszy, że wiele z Was, które też chciałam obdarować dostało to wyróżnienie od innych osób) pozostało powiedzieć coś jeszcze o sobie. Pierwsze zwierzenia znajdziecie TU, a teraz małe co-nie-co więcej :)

1. Jak na Wagę przystało sprawiedliwość cenię ponad wszystko, lojalność wobec rodziny, przyjaciół czy nawet pracodawcy. Nigdy nie dałabym się przekupić.
2. Nie znoszę spóźnialstwa, jak jestem umówiona na 15-tą to na pewno będę kwadrans lub 10 min. wcześniej. Ewentualne spóźnienie niezależne ode mnie zawsze sygnalizuję wcześniej telefonem.
3. Jestem jak ogień i woda. Kiedyś jeszcze dawno w podstawówce nauczyciel mi powiedział, że jestem jak flaga na wietrze. Do dzisiaj niewiele się zmieniło :)
4. Jestem dość uparta.
5. Mam trochę słomiany zapał, ale to chyba dlatego, że ciągle szukam swojego miejsca na ziemi.
6. Muszę przyznać z przykrością, że pomimo uwielbienia do porządku jestem troszkę bałaganiarą.
7. I tu chyba Ameryki nie odkryję :)))) Jestem po czubek głowy zakochana w moich dzieciaczkach, które są najwspanialszą "rzeczą" w moim życiu. Kiedyś nie wyobrażałam sobie mieć dwójki dzieci, zawsze mówiłam że będę miała jedno lub wcale. To że mam ich dwoje jest skarbem z niebios i ogromnym darem od Boga i tylko On raczy wiedzieć jaka to ogromna radość dla mnie że one są :))))

Jeśli ktokolwiek z Was...tak, tak ktokolwiek, a nie którakolwiek, bo do grona moich obserwatorów dołączył pierwszy mężczyzna (facet z pasją, polecam Jego bloga), no więc jeśli ktoś wytrzymał do końca, to powiem jeszcze, że po raz kolejny doświadczyłam dobroci serca od kogoś mi zupełnie nieznanego...Tami dziękuję za maila i propozycję :)) Jolu, Tobie również dziękuję za miłą odpowiedź na mojego maila :)

Ufffffff jeśli jeszcze żyjecie to gratuluję wytrwałości :)

Zaczęłam pisać wczoraj jak się okazuje, bo już 22 min. po północy :)

Więc spokojnej nocy, Tym co zajrzą za chwilę i miłego dnia Tym co zajrzą jutro :***

Dobranoc

sobota, 2 lipca 2011

Zdałam :))

wpadam tylko na chwilkę, bo jakby powiedziała zaprzyjaźniona dusza...padam na cyce :)
Spałam tylko 2,5h...ale udało mi się obronić :))))
Z 37 osób niestety dwie oblali, ale reszta włącznie ze mną została Specjalistami ds. BHP :)
Było dość miło, wesoło, chociaż stres niesamowity. Przez 6h oczekiwania pod salą obryłam się na blachę :) żeby było śmiesznie wylosowałam najłatwiejsze z możliwych pytań :))) wybierałam cieniutki paseczek, tak sobie wymyśliłam, że na cienkim będzie krótkie pytanie i faktycznie tak było :)

Co do wózka, to jeszcze wczoraj wieczorem gościu tak mnie zgrzał, że szkoda gadać. Chyba bardziej przez to nie mogłam spać, niż przez obronę. Odpisałam mu i dzisiaj napisał już lżejszym tonem. W dzisiejszej odpowiedzi zaproponowałam mu, żeby zwrócił mi 150zł., bo jak się dzisiaj okazało naprawa kół będzie kosztowała z 250zł najmniej :(((
Gdyby nie to, że naprawdę chcę ten wózek, to już bym go dawno odesłała. Wizualnie nie wygląda źle, tapicerka doprana, jakbym napy naprawiła i kosz to wyglądałby całkiem, całkiem...no ale co mi po wyglądzie jak nie idzie nim jechać. Co najwyżej mogę sobie na niego popatrzeć jak leży w pokoju.

Dziewczyny baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Wam dziękuję za wszystkie miłe słowa, za podpowiedzi co zrobić z tym fantem, czyli nieuczciwym sprzedawcą :) 
Tak się dzisiaj zastanawiałam... jak ja wcześniej bez Was żyłam :)))) bez tylu ciepłych i życzliwych osób w około :)

DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ :))))

Przypominam, że jeszcze dzisiaj można zapisać się na Candy...a już jutro losowanie :)

Miłej nocki Wam życzę i do jutra :****

niedziela, 19 czerwca 2011

Więc od początku :) 
Prace oddałam i część formalną mam z głowy, okazało się jednak, że muszę zaliczyć jeszcze 4 przedmioty.
Zajęcia były w październiku, a ja się zapisywałam ostatniego października i nie byłam na tych pierwszych zajęciach. Dostałam info, że w związku z tym nie muszę ich zaliczać, bo to nie była taka tam moja nieobecność, że mi się nie chciało przyjść...jak się dzisiaj okazało jednak muszę zaliczać i czeka mnie napisanie 4 mini prac. No cóż, przecież nie mogłoby być wszystko łatwo, gładko i przyjemnie :) 

Jeśli chodzi o powyższe kwiatki, to są z materiału (jednego z tych, które dostałam od Kasi, żebym mogła skończyć prezent ślubny). Jak mówiłam, nic nie może się zmarnować, więc produkuję kwiatki :) w rozmiarach od około 10cm w dół.

Asiu-Esprit pisałam, że znajomym przepowiednia dnia narodzin się nie sprawdziła...nie wiem jak to się stało, ale z tego wszystkiego chyba nie czytałam tej dla siebie...i tak oto:

"1 października
Osobowość Nie tylko urodziłeś się pierwszego, ale w dodatku czujesz się pierwszy! Pod pozornym spokojem i niewzruszonością kłębią się najróżniejsze emocje, które powodują ciągłe wzloty i upadki. Uczysz się odważnie kroczyć przez życie, wyciągając naukę z przeszłości, i bez obaw rzucasz się w wir działania, choć na ogół się  tym nie chwalisz. Jesteś człowiekiem słownym i wiernym przyjacielem, na którego można liczyć zarówno w dobrych, jak i złych chwilach. Starasz się zrozumieć ludzką naturę i masz wrodzoną umiejętność słuchania oraz wspierania najbliższych. Dążysz do tego, żeby oddzielić ziarno od plew we wszystkich kontaktach, ponieważ od nich zależy twój poziom energii i jakości życia na różnych płaszczyznach.

Miłość Dajesz drugiemu to, co w tobie najlepsze, i oczekujesz tego samego w zamian.

Pieniądze/praca Odrobina dobrej woli, a twoje rozliczne talenty przyniosą fortunę."
źródło: Isabelle Biron, Tajemny język dnia narodzin, 366 przepowiedni, s. 210.

Muszę przyznać, że praktycznie wszystko to prawda, poza samym początkiem, bo nie czuję się pierwsza.
No i będę czekać na tę fortunę :))))
Dlaczego Was tym zamęczam i przytoczyłam całość ??? Ponieważ zostałam zaproszona przez Modliszkę do zabawy Ujawnij swoje sekrety. 

I tak oto wygląda 10 moich "sekretów"

1. W liceum zdawałam maturę z biologi, której nienawidziłam, tylko po to, żeby iść na psychologię.
Żeby było śmiesznie, nie składałam tam nawet papierów :) W grę weszły kwestie materialne i sytuacja życiowa. Nie uważam, żeby mi to zaszkodziło, ale też studia marketingowe nic wzniosłego nie wprowadziły do mojego życia.

2. Od 10 lat robię tipsy, kiedyś bardzo intensywnie, teraz już tylko sporadycznie.

3. Pierwsze zarobione pieniądze miałam w wieku 12 lat - zbierałam truskawki. Za tamte pieniądze kupiłam sobie coś, co mam do dzisiaj i jestem z tego dumna, że nie rozpuściłam tej kasy :) W sumie pracuję od 15 roku życia, na początku, chyba z 7 lat, to były promocje i równolegle tipsy, a później taka "prawdziwa" praca której już za niedługo nie będę miała :(

4. Zapach gotowanego mleka przyprawia mnie o mdłości (nie napiszę dosłownie tego co mam na myśli), dziękuję Bogu, że jest mleko modyfikowane, którego nie trzeba gotować :) bo przy bliźniakach chyba bym odleciała. 

5. Mleko pijam tylko do kawy, którą kocham tak jak i herbaty wszelkiego rodzaju.

6. Kontynuując wątek "kulinarny" uwielbiam zupę pomidorową mojej mamy oraz wszelkiego rodzaju makarony. Ziemniaki w moim domu są gościnnie. Króluje makaron i ryż :)

7. Nienawidzę obierać ziemniaków i zmywania sztućcy i ogólnie prace domowe wykonuję wyłącznie z obowiązku, bo nie sprawiają mi ani grama radości.

8. Uwielbiam błysk i porządek w domu, ale sama nie potrafię osiągnąć takiego stanu :)))

9. Od 10 lat jestem z tym samym facetem, który od 2 lat jest moim mężem, a od roku jestem mamą cudownych bliźniaków.

10. Kiedyś pisywałam opowiadania, i jeśli nie zabraknie mi odwagi, to jutro może wkleję jedno...

i po 11. Kocham książki, ale ostatnio nie mam czasu czytać, nad czym bardzo ubolewam. Moja ukochana, zupełnie nie w klimacie pozostałych, to "Saga o ludziach lodu". Mam na własność wszystkie jej części i to chyba jedyna książka, którą czytałam wielokrotnie.

To tak troszkę o mnie :)

A ja do tablicy wywołuję dwie Kasie


oraz Kasię z  Chatelet

Ojjjj rozpisałam się...

Zmykam i miłego weekendu Wam życzę :*

sobota, 18 czerwca 2011

Robi się...

nowa księga...na razie są dwa kwiatki...

cdn...




Zmykam na zajęcia i oddać prace :)

piątek, 17 czerwca 2011

Stało się :)

Wydrukowana, oprawiona, jutro frunie do dziekanatu...uffffffffffffffff
Za dwa tygodnie będę się z tego śmiać...prawda ???

:)




******************************
Walczmy z udarami mózgu, zagłosujcie na polski projekt, każdy głos się liczy.


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Strasznie miła niespodzianka :)

Rano przy pierwszej kawce wkleiłam mojego Kubusia co by się nim pochwalić :)
Później 2,5h robiłam pazurki i jak znajoma poszła, to oczywiście odpaliłam kompa z nadzieją, że może ktoś do mnie zajrzał...i co ukazało się moim oczom :))))))
Trzy komentarze i mailik, za które strasznie dziękuję, kochane jesteście Dziewczyny.
Dla mnie to baaaaaardzo dużo.

magdor - dziękuję za pocieszenie, że nie jestem sama w łapaniu kilku srok za ogon :)

KasiaN - dziękuję, że się zapisałaś na moją podawajkę i za mailika :)

Asia - ESPRIT cieszę się, że Twojej bratanicy zarosła się ta dziurka w serduszku, to też mi daje nadzieję. Twoje słowa, że haftem pozszywałaś swoje serce zapamiętam do końca życia. Pięknie to ujęłaś i czytając to oraz że powoli czujesz się coraz bardziej szczęśliwa pomyślałam sobie, że i na mnie przyjdzie czas :)
Co do tej otwartości, a raczej jej braku, to nie wiem jak to się stało, bo zauważyłam już po fakcie. Wiem, że to zrządzenie losu sprawiło, że moim udziałem były te wydarzenia, ale kiedy miałam wrażenie, że nikt mnie nie zrozumie, nikt nie może mi pomóc, to chyba trochę ze złości i niemocy na to wszystko jakbym się obraziła na bliskich i ludzi w ogóle.
Kiedy urodziłam Bąki to został mi brzuch prawie tak wielgachny jak w ciąży, trwało to jakiś miesiąc, półtora. Dzieci ze sobą nie miałam, bo były w szpitalu, a życzliwi pytali "na kiedy masz termin ?"...
Do szału rozpaczy doprowadzała mnie ta ludzka bezmyślność, kiedy odpowiadałam, że już urodziłam, a maluchy są w szpitalu i walczą o życie...a ludzie ciągle pytali o więcej, o szczegóły, a jak to się stało, dlaczego ???  A mi serce pękało i nie miałam ochoty do tego wracać, a już na pewno rozkleić się przed kimś na ulicy. Ciebie też pewnie pytali co się stało, że się rozeszłaś z chłopakiem, jak to ? dlaczego ? I też pewnie serce podchodziło Ci do gardła z bólu, że musisz o tym mówić.
I ja tak jakoś samoistnie, nie przez jakieś postanowienie, przestałam wychodzić z domu jeśli nie musiałam i zaczęło postępować to moje odsunięcie się od znajomych, rodziny.
Nie chciałam, żeby ktoś pytał więc najprościej było się usunąć z pola zasięgu. W zasadzie drażniły mnie pytania nieznajomych, sąsiadów czy po prostu mniej znajomych, ale odsunęłam się od "swoich".
I tak to u mnie było i nadal trochę jest.
Jednak dzięki temu znalazłam kiedyś pewnego bloga i okazało się, że moje wyobrażenie o blogach jest 100% mylne. Ja zawsze myślałam, że blog to rodzaj pamiętnika, nigdy na żaden nie wchodziłam, ale tak jakoś mi się utrwaliło to przekonanie.
A tu się okazuje, że jest pełno blogów tematycznych np. o robótkach wszelkiego rodzaju, że można zostawić komentarz, że są wymianki, podawajki, Candy i różne inne zabawy, że zawiązują się przyjaźnie o czym na razie tylko czytam, ale może i mnie spotka taka blogowa znajomość. Okazało się, że jest taki magiczny świat gdzie jest pełno życzliwości i coraz lepiej się w tym świecie czuję :)

Dziękuję wszystkim którzy do mnie zaglądają i za pozostawiony ślad po sobie.

Acha jeszcze te zrobione pazurki...a co :)
Nie przepadam za niebieskim, ale muszę przyznać, że wyszły całkiem sympatycznie.
Niestety fotki standardowo koszmarne...więc nie widać efektu :(





sobota, 16 kwietnia 2011

Dziękuję...i "troszkę" o mnie :)

Bloguję sobie od jakiegoś czasu i choć wiele z Was ma blogi "w tym samym wieku" :) macie dużo więcej odwiedzin i obserwatorów. Ja strasznie się cieszę, że zagląda do mnie ktokolwiek, bo wcale na to nie liczyłam i baaaaaardzo, baaaaardzo dziękuję moim 12 obserwatorom za odwiedzinki i pozostawiony komentarz. Najbardziej mnie cieszą komentarze i pozostawiony w ten sposób ślad po sobie. Muszę powiedzieć, że wciągnęłam się absolutnie w blogowy świat. Czasami potrafię odpalić komputer i nie sprawdzam poczty, tak jak to robiłam dotychczas, a od razu odpalam bloga i sprawdzam, co nowego u Was :) Ja zaczytuję się w waszych postach, a u mnie tak sucho i drętwo wręcz, więc może opowiem troszkę dlaczego...
Jeszcze z dwa lata temu byłam tak zwaną duszą towarzystwa, od wielu lat w stałej, bezpiecznej tej samej pierwszej pracy. Wieczorami codziennie chodziłam do klubu sportowego i wiodłam sobie luźne życie u boku mojego wieloletniego faceta. Któregoś dnia wróciłam późno z ćwiczeń i biorąc kąpiel zatrułam się czadem z termy gazowej. Jak widać żyję :) co nie było takie oczywiste, bo zaczadzenie było dość spore 32% :( ale po minimalnych 3 dniach w szpitalu wróciłam do domu. Poza strasznymi bólami głowy nic specjalnego mi się nie stało, choć zdarzenie to pobudziło nas do działania i po 8 latach razem, w końcu postanowiliśmy wziąć ślub :) Tadammmmmm stało się :)))
I w sumie nadal wiodłam sobie spokojne życie, ale wydarzenie, które o mało nie pozbawiło mnie życia sprawiło, że zaczęłam inaczej patrzeć na świat i stwierdziłam, że brakuje w nim małych stópek :) to znaczy razem stwierdziliśmy.
I znowu tadammmmmmmmmm stało się :)
Po pół roku od ślubu zaszłam w ciążę. Jak ogromne szczęście tak i ogromny strach nas ogarnął, czy podołamy, czy sprostamy obowiązkom i temu podobne uczucia, które zapewne większość z Was przechodziła (a może i nie)... Bardzo szybko okazało się, że sprostać trzeba będzie podwójnym wyzwaniom, bo spodziewaliśmy się bliźniaków :) :)
Pierwsze 4 miesiące normalnie chodziłam do pracy...i podejrzewam, że to był błąd. Ja zawsze powtarzałam, że nie rozumiem dlaczego dziewczyny jak tylko zajdą w ciążę to idą na zwolnienie, że przecież to nie choroba i takie tam...nigdy nie brałam pod uwagę, że stresy w pracy mogą negatywnie wpłynąć na dzidzie.
Poza tym, że PORANNE mdłości to mit i miałam je przez pierwsze 4 miesiące całą dobę, to czułam się dobrze i normalnie. W końcu nie musiałam wciągać brzucha hehehehe
No więc w końcu i ja trafiłam na L4...nie żeby źle mi było z tym stanem rzeczy, ale jakoś tak nagle poczułam się niepotrzebna, nie musiałam wychodzić z piżamy, jak nie miałam na to ochoty, a często i siły. W sumie to nic nie musiałam. Jakieś takie zawieszenie, czarna dziura.
I jak to zazwyczaj bywa, życie lubi zaskakiwać. Stan błogiego nic nierobienia, nie trwał długo :(
Po krótkim i nieprzyjemnym pobycie w szpitalu, do którego trafiłam na kontrolę w sumie, ale o tym może nie będę mówić...poprzez cesarskie cięcie, w sytuacji ratowania życia moich dzieci, w 29 tygodniu ciąży urodziłam dwie malutkie istotki. Dwa malusie robaczki ważące po 1,2kg.
I tego najcudowniejszego dnia 08.06.2010r. kiedy pojawiły się na świecie, zakończyło się to moje beztroskie życie. Przez 6 tygodni 2-3 razy dziennie jeździłam do szpitala na IOIM noworodkowy, pobyć z moimi dzieciaczkami walczącymi o życie. Najgorszemu wrogowi nie życzę przeżycia takich chwil. Kiedy człowiek nie może nic zrobić i żyje tylko nadzieją, kiedy chrzci się dzieci w drugiej dobie życia, bo nie wiadomo czy dożyją kolejnej. Kiedy przy każdym wejściu na oddział serce stoi w gardle, bo nie wiadomo co zastaniemy. Kiedy po każdym jednym kroku do przodu, robi się dwa do tyłu. Jak trzeba patrzeć na dziesiątki rurek podłączonych do twojego dziecka, które ratują mu życie, ale też zadają ból.
Dzięki życzliwości i zrozumieniu ze strony najwspanialszej kobiety pod Słońcem, pielęgniarki Pani Arletki po dwóch tygodniach, podłączoną do kroplówek i kabelków, po raz pierwszy wzięłam w ramiona moją córeczkę Helenkę. W tym czasie synek ciągle był podłączony do respiratora. Małego Dominisia dostałam na ręce również za zgodą Pani Arlety tydzień później. Jak na zbawienie czekaliśmy kiedy Pani Arleta będzie miała zmianę i pozwoli nam wziąć maluchy na ręce. Kiedy Jej nie było nikt nam nie pozwalał na to. Do szału mnie doprowadzało, że obce osoby decydują o tym, czy mogę przytulić moje dzieci.
Po tych bardzo ciężkich 6 tygodniach zabraliśmy Helenkę do domu, a Dominiś któremu się pogorszyło dostał 3 transfuzję krwi i dwa dni później dołączył do siostry :)
Dzisiaj maluchy mają już 10 m-cy, jest z nimi coraz lepiej. Co tydzień jeździmy na rehabilitację, bo mają problemy z napięciem mięśniowym, mały w marcu przeszedł zabieg pod narkozą, miał przepuklinę pachwinową. Ma dziurkę w serduszku, ale jest szansa, że się zarośnie i niedoczynność tarczycy, ale poza tym wszystkim jest coraz lepiej i robią postępy.
I chociaż z nimi coraz lepiej, to ja się posypałam po jakimś pół roku od porodu :(
Po wykorzystaniu macierzyńskiego i zaległego urlopu, ciągle nie wróciłam do pracy, obawiam się że nie będę miała gdzie wracać...staram się poradzić sobie - ze sobą :)
Te moje gipsy, koszyczki to trochę taka moja terapia zajęciowa :) na bezsenne noce.

Zanudziłam Was chyba troszkę, ale tak to mniej więcej ze mną wygląda.
Już nie jestem taka otwarta jak kiedyś, uciekam od ludzi i zagłębiam się w świecie wirtualnym.
Ale żeby nie kończyć tego mega posta pesymistycznie dodam, że mam fajnego męża i najwspanialsze dzieciaki pod Słońcem. Mam to o czym inni niestety mogą tylko marzyć. Moje dzieci żyją i to jest najważniejsze, bo to One są całym moim światem.

Jeśli ktoś z Was ma ochotę na jakiś twór mojego autorstwa, to zapraszam na podawajkę.
Będzie mi bardzo miło. Jeszcze dwa miejsca wolne :)
AgnieszkaMD dziękuję, że się zapisałaś.

Pisałam do Was ja - szczęśliwa mama ślicznych bliźniaków poszukująca siebie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...